Przez pierwsze 11km łańcuch spadł mi 14 razy. No i jedna gleba przy wpinaniu się w bloki. Na szczęście rowerowi i mi nic się nie stało. Po w jechaniu na gierkówkę wszystko było ok i pech minął. Odechciało mi się normalnego treningu. Postanowiłem zrobić sobie spacerek z kilkoma zdjęciami po drodze.
Ogólnie to szykuję się do krótkiego odpoczynku od roweru (mniej kilometrów ze zmniejszoną intensywnością), by w grudniu powoli zacząć się brać do roboty.
Trasa: Pabianice -> Wola Zaradzyńska -> Gospodarz -> Rzgów -> Tuszyn -> Tuszynek Majorancjki -> Górki Małe -> Górki Duże -> Tążewy -> Leszczyny Małe -> Dłutów -> Huta Dłutowska -> Budy Dłutowskie -> Pawłówek -> Rydzyny -> Pabianice
Wyjazd zacząłem "świetnie". Po 200m spadł mi łańcuch. Poprawiłem tak jak powinno być i olałem to komisyjnie - było minęło. Pełen radości jadę dalej. Wszystko "pinknie", noga podaje - w końcu nareszcie na szosie. 35km/h praktycznie nie schodzi z licznika. Skręcam na gierkówkę, gdzie o dziwo nie spotykam dużo samochodów. W Tuszynie skręcam na Tuszynek Majorancki, gdzie zaczyna się jazda pod chłodnawy wiatr. No i niestety przed Dłutowem zaczęło tak piździ.... znaczy się zrobiło się chłodno, że ręce mi skostniały (na krótko pojechałem, bo jak wyruszałem z domu było 15 st. C). Dojeżdżam do Pabianic, dzwonie do znajomego, podjeżdżam pod jego blok (oczywiście pomyliłem numery) i odbieram nowiutki strój ROCK RACING PABIANICE. Może później wrzucę zdjęcia.
A to zdjęcie zrobione w trasie, jak ciężko nie zauważyć zrobione w Dłutowie- a właściwie przed Dłutowem.
Trasa: Pabianice -> Chechło I -> Chechło II -> Dobroń -> Chechło II -> Chechło I -> Pabianice
Od razu po szkole wyszedłem sobie na rowerek. Na światłach pogadałem chwilkę z koleżanką i skręcam pod wiatr na Łask. W Chechle II zaczęło lekko kropić. Nie zniechęciło mnie. Zniechęciło mnie wahadełko, na którym zawróciłem, gdyż nie chciało mi się przeciskać między samochodami. Powrót z wiatrem.
Musiałem dzisiaj załatwić drobną sprawę na mieście. Nawet udało mi się wyrwać na chwilę na rower. Ogólnie to nieprzyjemna pogoda: deszcz i mocny wiatr.
Tempo w okolicach 28-34km/h. Wnerwiający wiatr z południowego-wschodu. Na początku miła niespodzianka. Jadąc "gierkówką" koło centrum handlowego PTAK mijam 3 dziewczyny, które radośnie mi machają. Niby nic ale podnosi morale. :) W Tuszynie skręcam na wioskę, gdzie zastaję ciszę, spokój i brak aut. W Krzepczowie gubię drogę jednak ludzie naprowadzają mnie na właściwy skręt. Po drodze mijam taki znak:
Dojeżdżam do Mzurek, gdzie pokonuje "aż" 300m drogą ekspresową. Skręcam według znaku na Wrocław., gdzie zastaje świeży asfalt. Dojeżdżam ta drogą do Kącika. Skręcam na Drużbice, a w Drużbicach znowu skręcam na wioskę. Zaczynam być głodny. Tempo nieco spada. Żarcie kupuję w Gucinie. A konkretniej ten zestaw:
"Najedzony" ruszam dalej. Tempo wraca do normy. Dojeżdżam dobrze mi znaną trasą do Łasku, a w Łasku skręcam na jeszcze lepiej mi znaną trasę na Pabianice. Po drodze wahadełko.
Na początku pojechałem na u. Popławską 28 by zapłacić za strój. Ze 4km narobiłem błąkając się po osiedlu. Fajnie się bierze ciasne zakręty (szczególnie nawroty) przy prędkości 30km/h. :) Po zapłaceniu 130PLN wyruszam w normalną trasę. Wracam wcześniej do domu by zabalować. :)
I mija już ponad 12 lat jazdy na rowerze (mniej lub bardziej intensywnej).
Mam 18lat, uczę się w 1LO w klasie geograficzno-historycznej. Nie trzeba chyba pisać, że lubię geografię i turystykę, dlatego od czasu do czasu staram sobie zorganizować jakąś dłuższą/ciekawszą trasę z nastawieniem na zwiedzanie. Zawsze jeździłem turystycznie, ale od marca 2009r. zacząłem trenować kolarstwo szosowe. Oczywiście nie trzeba pisać, że lubię dystanse składające się z 3 cyfr przed przecinkiem. :)
Kontakt:
GG: 1326631
Poczta: radek_3131@o2.pl