O mnie

avatar Ten sW33t4$ny Ru$h0wY Bl0g44s3k (sic!) prowadzę ja czyli radek3131 (a co myślałaś/eś że Chuck Norris, huh?) z miasta Pabianice. Od stycznia 2009 roku udało mi się pokonać na rowerze 34318.30 kilometrów w tym 2645.27 po szutrze, wertepach, błocie, śniegu itp. Jeżdżę z prędkością średnią 26.48 km/h.
Średnia zapewne by była wyższa gdybym jeździł tylko na szosówce. A że jeżdżę czasem na sprzęcie, który jest daleki od szosy to jest jak jest i się zbytnio tym nie przejmuje. Jak do tej pory to w ciągu dnia najwięcej udało mi się pokonać 327,89km. Najwyższy punkt na jakim byłem z rowerem to Św. Krzyż. 595 m.n.p.m. zaś najniższy to plaża w Łebie 0 m.n.p.m.. Największa sumaryczna ilość przewyższeń to 1438m co jak na moją płaską okolicę jest dość niezłym wynikiem. Największa średnia prędkość jaką wykręciłem to 38,59km/h, a maksymalna prędkość z jaką kroiłem asfalt to 75,5km/h. Preferuję jazdę po naszych szosach, więc sam jestem pod wrażeniem, że któregoś dnia udało mi się wykręcić 87,08km w terenie. Temperatura mi nie straszna. Najwyższa przy jakiej jechałem na rowerze to 39°C, a najniższa to -16°C. Nie udało mi się jeszcze wyciągnąć mojego pulsu maksymalnego, ale do tej pory najwyższy jaki miałem to 202ud/min. Zaś moje tętno spoczynkowe obniżyło się do 44ud/min. Ważę 77-82kg (zmienne) przy wzroście 183cm Więcej o mnie. GG: 1326631

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Licznik odwiedzin

Na bloga liczniki

Licznik wyświetleń

Jesteś znajomym Piaska, znaczy się Radka :)

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy radek3131.bikestats.pl

Prognoza pogody

Dane wyjazdu:
76.63 km 0.00 km teren
04:26 h 17.28 km/h:
Maks. pr.:66.72 km/h
Temperatura:18.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Burza śnieżna

Sobota, 27 sierpnia 2011 • dodano: 26.10.2011 | Komentarze 2

Trasa: Sillian -> Strassen -> Mittewald -> Lienz -> Dölsach -> Winklern -> Dölsach -> Apriach -> Heligenblut

Mapka, opis i zdjęcia później

Dane wyjazdu:
151.14 km 0.00 km teren
08:18 h 18.21 km/h:
Maks. pr.:66.72 km/h
Temperatura:30.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Österreich

Piątek, 26 sierpnia 2011 • dodano: 26.10.2011 | Komentarze 0

Trasa: Vas -> Belluno -> Ponte nelle Alpi -> Longarone -> Calalzo di Cadore -> Santo Stefano di Cadore -> Padola -> San Candido -> Sillian [A]

Mapka i zdjęcia później

Od rana kręci się dobrze. W Ponte nelle Alpi ( co w tłumaczeniu oznacza most w Alpach) pytam Włocha o drogę. Po drodze pełno tunelów. W Calalzo di Cadore jem 2 obiady na szczycie podjazdu. Przepiękny widok na Dolomity. Mimo wysokości 1000m.n.p.m. w cieniu jedynie 33°C. Po obiadku ciąg dalszy podróży. Do Santo Stefano di Cadore prowadzi 4km tunel. Wyjeżdżam z tunelu i biję na San Candido przez Passo della Crosso. Na szczycie w końcu jakaś normalna temperatura. Proszę Niemca o zrobienie zdjęcia i zjeżdżam w dół do Austrii. Przy granicy pytam się Włocha o drogę i zostaje poczęstowany lampką białego wina, całkiem sympatyczny facet. Rozbijam się zaraz za granicą Austriacką.

Dane wyjazdu:
152.36 km 0.00 km teren
07:42 h 19.79 km/h:
Maks. pr.:39.24 km/h
Temperatura:32.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Venezia

Czwartek, 25 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: San Giorgio di Livenza -> Jesolo -> Mestre -> Venezia -> Mestre -> Preganziol -> Treviso -> Montebelluna -> Fener -> Vas

Mapka i zdjęcia później

Postanowiłem wyjechać jak najwcześniej się da, by nie jechać tak dużo czasu w tym upale. Oczywiście dzień zacząłem od przepysznego Cappuccino, gdyż nie ma kawy nie ma życia. Byłoby to świetnym posunięciem, lecz złapałem kapcia. Jakieś małe dziadostwo mi się wbiło w dętkę i przez noc powoli powietrze schodziło. Nie chciało mi się szukać dziury, więc poszedłem na łatwiznę i założyłem nową. Dalej prosto to Wenecji. W Wenecji spacerek z rowerem. Zwiedziłem ją z parą Argentyńczyków i Czechem (wszyscy rowerami przyjechali). Nie podobała mi się zbytnio Wenecja. Bez szału. Fajniejszy to już był ten prawie czterokilometrowy most prowadzący do niej. Dalej wiatr zaczął walić w plecy. W mgnienia okiem dojechałem do Trweviso, gdzie zjadłem obiad, a konkretniej panini. Następnie spytałem się o drogę na Montebellune, więc pogadałem sobie z 10 minut po włosku. Nawet nie zdążyłem ruszyć, a podbiegły do mnie 2 dziewczyny. Również porozmawiałem chwilę, nawet pokazały mi źródełko w mieście. Uzupełniam więc wodę i jadę na Montebellune. Po niedługim czasie wyłaniają się z widnokręgu Dolomity. Za Montebelluną niby droga prowadzi lekko pod górę, ale nie odczułem tego. Nocuję w mieście Vas w korycie rzeki, wśród dwutysięczników. Niesamowity widok, przez takie widoki ma się motywację do dalszej jazdy i chce się żyć.

Dane wyjazdu:
128.17 km 0.00 km teren
06:44 h 19.04 km/h:
Maks. pr.:53.37 km/h
Temperatura:39.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Buonjorno Italia

Środa, 24 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Tolmin -> Plave -> Nova Gorica -> Gorizia [I] -> Gradisca d'Isonzo -> Cervignano del Friulli -> Latisana -> San Michele al Tagliamento -> San Giorgio di Livenza

Mapka i zdjęcia później

Rano zauważam, że oponę mam rozerwaną na boku. Wymieniam szybciutko na nową. Postanawiam od razu wymienić klocki hamulcowe. Niestety po odkręceniu tylnych klocków i poluzowaniu przednich pęka mi imbus. Pytam się ludzi czy ktoś ma. Nikt nie miał, ale poradzili mi skoczyć do miasta do warsztatu rowerowego. Tak więc też zrobiłem. Wypiłem sobie przed otwarcie espresso w kawiarni. Przesympatyczny facet z warsztatu pożyczył mi imbus i mogłem z normalnymi hamulcami kontynuować jazdę. Trochę czasu mi zleciało już z rana. Do granicy z Włochami niby większość czasu droga w dół prowadzi, ale na złość zaczął dowalać wiatr. Dojeżdżam do granicy, proszę Włocha o zrobienie zdjęcia. Wyjaśnił mi trochę co i jak we Włoszech jest. Właściwie po tej rozmowie nabrałem pewności w rozmawianiu w obcym języku. Jak coś źle po włosku powiem to poprawiają jak powinno być (nie to co Francuzi, gdzie jedna litera przekręcona jest już czymś nie do wyobrażenia). Zaraz za granicą skoczyłem zjeść tradycyjną pizzę. Ewidentnie najlepsza pizza jaką w życiu jadłem. Po obiedzie dowalił taki, że szok. 39°C niemal do końca dnia widniało na termometrach. Nawet wiatr nie ochładzał tylko potęgował uczucie gorąca. Mimo wypicia hektolitrów wody ciągle pić się chce i gorąco. W Latisanie spotykam Polaków, którzy jechali Polonezem na wakacje do Rzymu prosto z Chorwacji. Troszkę porozmawiałem sobie z nimi, mała odmiana zawsze. Nocuję w San Giorgio di Livenza pod... mostem. Najbardziej hardcorowy nocleg jaki w życiu miałem.

Dane wyjazdu:
187.24 km 0.00 km teren
09:32 h 19.64 km/h:
Maks. pr.:69.28 km/h
Temperatura:35.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Słowenia.rar part 2

Wtorek, 23 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Podplat -> Celje -> Žalec -> Kamnik -> Moste -> Medvode -> Škofja Loka -> Železniki -> Podbro -> Tolmin

Mapka i zdjęcia później

Już wczesnym rankiem było gorąco i bezwietrznie. Ta bezwietrzna pogoda zaowocowała szybkim krojeniem kilometrów. Przed Kamnikiem fajny 11% podjeździk. W Kamniku jem orientalny obiad. Po obiedzie ruszam dalej i już mogę podziwiać piękne widoki na góry. Nie popełniam tego błędu co na Węgrzech i nie wjeżdżam do Lublany. Mijam ją obrzeżami- innymi słowami olewam zwiedzanie. Pytam o drogę do miasta Škofja Loka. Spytanie o drogę zaowocowało pół godzinną rozmową, głównie na temat jak jechałem i skąd jestem. Swoją drogą to nazwa tego miasta skojarzyła mi się od razu z piosenką Shakiry. Po rozmowie migiem docieram do miasta, gdyż płasko. Miasto przepiękne, bardzo klimatyczne szczególnie późnopopołudniową porą. Z tego miejsca kieruję się na Železniki. Zaczyna się 16km podjazd. O dziwo mimo dosyć sporego nachylenia pokonuję, go bardzo sprawnie. Szczególnie pozytywnie zaskoczyła mnie prędkość z jaką pod górę wjeżdżałem, dużo wyższa było niż w Tatrach. Wtachałem się na szczyt i wpadłem na pomysł nocowania na campingu, głównie ze względu na możliwość przeprania ciuchów i dokładnego wymoczenia się. Dobrze, że trafiłem na osobę znającą dobrze angielski. Pokierowała mnie dobrowolnie własnym samochodem (!!!) na camping. Camping prawie pusty, dokładnie tak jak z rozmowy się dowiedziałem. Na campingu nocowali również Czesi, ale nie rozmawiałem z nimi. Wypiłem sobie Słoweńskie piwko i poszedłem w kimono.

Dane wyjazdu:
150.94 km 0.00 km teren
07:54 h 19.11 km/h:
Maks. pr.:62.96 km/h
Temperatura:36.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Słowenia.rar part 1

Poniedziałek, 22 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Lenti -> Rédics -> Lendava [SLO] -> Gornja Bistrica -> Logarovci -> Gabrnik -> Ptuj -> Črešnjevec -> Slovenska Bistrica -> Poljčane -> Podplat

Mapka i zdjęcia później

Wcześnie wstałem, więc wcześnie rano przekroczyłem granice. Znikomy ruch samochodowy towarzyszył mi przez cały dzień. Co prawda dużego wyboru dróg tutaj nie ma, aczkolwiek samochody jeżdżą przeważnie autostradami, gdyż tych nie brakuje. Miałem drobny problem ze znalezieniem drogi, spytałem się faceta, który znał tylko słoweński i włoski. Całe szczęście, że pouczyłem się trochę włoskiego przed wyjazdem. Spytałem się go o drogę i rozwiał moje wątpliwości. Do Ptuj wietrznie trochę, ale mimo wszystko docieram przed południem. Zwiedzam sobie trochę Ptuj- najstarsze miasto Słowenii i zamawiam najtańszy obiad. Dostałem GIGANTYCZNĄ porcję jedzenia. Ledwo co zjadłem. :) Za Ptuj pojawiają się pierwsze pagórki, za to przestaje wiać. Rewelacyjnie się jeździ przez te klimatyczne drogi i miasteczka. Nocuję w Podplacie na szczycie dwukilometrowego podjazdu.

Dane wyjazdu:
150.57 km 0.00 km teren
07:15 h 20.77 km/h:
Maks. pr.:55.48 km/h
Temperatura:32.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Survival językowy

Niedziela, 21 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Balatonfüred -> Aszófő -> Balatonakali -> Badacsonytomaj -> Keszthely -> Hévíz -> Alsópáhok -> Pacsa -> Bak -> Nova -> Lenti

Mapka i zdjęcia później

Od tego dnia zaczynam podróżować samotnie. Nad Balatonem jeszcze spory ruch samochodowy, co jest rzeczą nie dziwną gdyż sezon wakacyjny jeszcze w pełni. Na początku jadę z 3 Węgrami. Przeżyłem przyśpieszony kurs języka niemieckiego, gdyż niemieckiego nigdy się nie uczyłem. Całe szczęście, że dość szybko się uczę więc potrzebne słowa w moment się nauczyłem. Potem jechałem z 1 Węgrem, na szczęście znał angielski na poziomie komunikatywnym, a nie na poziomie "little". Za Keszthely jadę już sam. Strasznie spokojnie na drogach. Troszkę zaczęło wiać, ale nie przeszkadzało mi to zbytnio. W Bak wbijam do baru i to było jedyne miejsce, gdzie przez 3 tygodnie dało radę porozumieć się w języku francuskim. Zastanawiałem się czy na raz nie dojechać do Słowenii, ale ostatecznie rozbiłem się jeszcze na Węgrzech, by móc rano wydać forinty.

Dane wyjazdu:
57.52 km 0.00 km teren
03:25 h 16.84 km/h:
Maks. pr.:53.32 km/h
Temperatura:30.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Rzymska świątynia

Sobota, 20 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Balatonalmádi -> Káptalanfüred -> Alsóörs -> Balatonfüred -> Aszófő -> Tihany -> Aszófő -> Balatonfüred

Mapka i zdjęcia później

Dzień odpoczynku. Szlajamy się po okolicy, odkrywamy 2 źródełka i rzymską świątynie. Michał decyduje się na powrót, więc wbijamy na dworze i wracamy do świątyni przenocować.

Dane wyjazdu:
90.16 km 0.00 km teren
05:05 h 17.74 km/h:
Maks. pr.:41.05 km/h
Temperatura:37.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Balaton

Piątek, 19 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Martonvásár -> Gárdony -> Dinnyés -> Székesfehérvár -> Sárszentmihály -> Sárkeszi -> Ősi -> Berhida -> Papkeszi -> Balatonalmádi

Mapka i zdjęcia później

Przez calutki dzień strasznie płasko. Za to zaczął dowalać większy upał i silniejszy wiatr. Do Székesfehérvár dość spory ruch samochodowy. Samo Székesfehérvár to dość duże miasto, mniej więcej porównywalne do Łodzi. Dalej już spokojniej, aczkolwiek troszkę problemów było ze znalezieniem właściwej drogi. W Sárkeszi przy jakimś kranie chciałem się ogolić. Okazało się, że staliśmy koło urzędu gminy (miasta?). Zostaliśmy zaproszeni do środka. Mogliśmy spokojnie skorzystać z toalety, dostaliśmy wodę z lodówki oraz pocztówkę z tej miejscowości. Dalej już jedziemy do Balatonalmádi,lecz po drodze Michał przebija dętkę. W Balatonalmádi rozbijamy namiot na hardcora, przy samym Balatonie w ostatniej chwili przed burzą. Całe szczęście, że przeszła bokiem.

Dane wyjazdu:
111.10 km 0.00 km teren
05:53 h 18.88 km/h:
Maks. pr.:61.38 km/h
Temperatura:33.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Budapeszt

Czwartek, 18 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Vác -> Göd -> Budapeszt -> Érd -> Martonvásár

Mapka i zdjęcia później

Chyba najgorszy dzień jeśli chodzi o ruch samochodowy. Płasko i gorąco. W Budapeszcie łapie nas jeszcze większa fala gorąca. Troszkę gubimy się w mieście, więc pytamy taksiarza o drogę na sieben strasse. Za Budapesztem niestety ruch samochodowy nie maleje. Nocujemy gdzieś w polu. W nocy temperatura nawet zbytnio nie maleje.

Dane wyjazdu:
117.37 km 0.00 km teren
06:04 h 19.35 km/h:
Maks. pr.:56.04 km/h
Temperatura:28.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Madziarland

Środa, 17 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Hnúšťa -> Rimavská Baňa -> Poltár -> Halič -> Veľký Krtíš -> Slovenské Ďarmoty -> Balassagyarmat [H] -> Rétság

Mapka i zdjęcia później

Od samego rana przepiękna pogoda i pełno zjazdów. Za Haličem pojawia się kilka króciutkich pagórków. W Veľký Krtíšu zamawiamy pizzę na obiad. Po jedzonku już płaściutko do granicy z Węgrami. Mamy drobne problemy ze znalezieniem otwartego sklepu na szczęście mamy zapasy. Odjeżdżamy nieco od granicy i przed Rétságiem idziemy w kimono na szczycie jakiegoś pagórka.

Dane wyjazdu:
87.26 km 0.00 km teren
04:42 h 18.57 km/h:
Maks. pr.:58.76 km/h
Temperatura:21.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Centralna Słowacja

Wtorek, 16 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Gerlachov -> Poprad -> Hranovnica -> Telgárt -> Červená Skala -> Muráň -> Tisovec -> Hnúšťa

Mapka i zdjęcia później

Z rano pochmurno, jedziemy do Popradu na śniadanie w Tesco. Po śniadaniu jedziemy w kierunku Hranovnicy. Do Hranovnicy płasko, potem droga powoli się wznosi do góry, by na końcu dowalić 12% na 5km. Pogoda poprawia się. Po wjeździe na 12% mały zjazd, krótki podjazd i dłuuuugi zjazd. Stajemy w Telgárcie na pizze i piwo. Po obiedzie znów w dół. Odbijamy na Tisovec i tutaj pojawia się podjazd, a potem długi zjazd. Nie znamy go dobrze, więc bez szaleństw, ale jak wyprzedził nas rowerzysta to można było jechać z taką prędkością jak ok, bo przecież zna to. W Murániu przeczekujemy deszcz gotując ryż. Potem podjazd znów, nie tak długi jak wcześniejsze, ale z podobnym nachyleniem, znów zjazd, znów malutki podjazd i tadam jesteśmy w Tisovcu. Tutaj przesympatyczny Słowak pokazuje nam źródełko, gdzie bierzemy wodę za friko. Napełniamy butelki, robimy zakupy i jedziemy w dół do Hnúšťa rozbić namiot.

Dane wyjazdu:
96.09 km 0.00 km teren
05:55 h 16.24 km/h:
Maks. pr.:62.79 km/h
Temperatura:21.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Tatry Słowackie

Poniedziałek, 15 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Nowy Targ -> Gronków -> Bukowina Tatrzańska -> Brzegi -> Jurgów -> Ždiar [SK] -> Tatranská Kotlina -> Tatranská Polianka -> Sliezsky Dom -> Gerlachov

Mapka i zdjęcia później

Dzień zaczyna się pochmurną pogodą. Na szczęście nie pada. Do Nowego Targu dosyć spory ruch, a przed Nowym Targiem bardzo fajny i stromy zjazd. Jemy śniadanie i kierujemy się na Bukowinę Tatrzańską. Tutaj długi i w miarę łagodny podjazd- no może po za końcowymi metrami. Jemy coś tutaj i bijemy na miejscowość Brzegi, gdzie czeka na nas bardzo stromy zjazd. Skutecznie rozgrzewa hamulce i obręcze. Po zjeździe płaską drogą przekraczamy granicę w Jurgowie. Chwilka przerwy przy przygranicznym sklepie i przed nami pojawia się pierwszy podjazd. Stajemy przy źródełku na chwilę i dostrzegamy, że obok nas w górach jest konkretna burza. Myśleliśmy, że nas ominie, jednak podczas zjazdu zaczyna lać. Wbijamy do góralskiej restauracji, gdzie przeczekujemy burzę. Po burzy niebo robi się bezchmurne. Przez Tatrzańską Kotlinę jedziemy do Tatrzańskiej Polanki. Zostawiam sakwy na dole i wbijam na Śląski Dom. Całkiem fajny podjazd, szkoda że z racji późnej godziny na górze widoczność niemal zerowa. Zjazd niewiele szybszy od podjazdu z racji na dziurawą nawierzchnię i słabą widoczność. Zjeżdżamy po ciemku do Gerlachova, gdzie rozbijamy się.

Dane wyjazdu:
97.99 km 0.00 km teren
05:16 h 18.61 km/h:
Maks. pr.:59.30 km/h
Temperatura:23.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Na Podhale

Niedziela, 14 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Kryspinów -> Kraków -> Świątniki Górne -> Siepraw -> Dobczyce -> Kasina Wielka -> Mszana Dolna -> Rabka Zdrój -> Rdzawka -> Sieniawa

Mapka i zdjęcia później

Wstajemy rano i bijemy od razu na Kraków. Po stosunkowo płaskim początku zaczynają się strome i liczne pagórki. W Sieprawiu spotykamy parę rowerzystów z Mysłowic, którzy doradzają nam mniej pagórkowaty wariant trasy. Do Dobczyc jadą z nami i tam się rozdzielamy. Dalej jedziemy do Kasiny Wielkiej mijając po drodze kilka fajnych podjazdów. W Kasinie jemy obiad. Po obiedzie jedziemy do Rabki Zdrój. Robi się nieco bardziej płasko- przynajmniej do czasu wyjazdu na zakopiankę. Tutaj konkretny podjazd, ale za to z jakim widokiem. Zjeżdżamy w dół i rozbijamy się na polanie, którą doradził nam- jako nocleg- góral w stanie wskazującym na lekkie spożycie alkoholu.

Dane wyjazdu:
226.99 km 0.00 km teren
09:52 h 23.01 km/h:
Maks. pr.:65.50 km/h
Temperatura:18.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:- m
Kalorie:- kcal

Nie lubię PKP

Sobota, 13 sierpnia 2011 • dodano: 19.09.2011 | Komentarze 0

Trasa: Pabianice -> Bełchatów -> Kamieńsk -> Radomsko -> Gidle -> Pilica -> Wolbrom -> Skała -> Ojców -> Kraków -> Kryspinów

Mapka później

Wstaję wcześnie rano, by po gigantycznej ulewie wyruszyć w kierunku Krakowa. Z początku zimno, potem zaczyna być upalnie. Pierwsze 125km przejechałem błyskawicznie, po drodze wyprzedzam nawet rowerową pielgrzymkę do Częstochowy. Po 125km zaczynają się pierwsze górki, które z czasem zmieniają się w dłuższe podjazdy. W Pilicy łapie mnie burza co zmusza mnie do postoju. Po burzy ruszam dalej i podczas krótkiego zjazdu łapie mnie ulewa, przez co ciuchy mam mokre strasznie, stanąłem chwile na przystanku, ruszyłem dalej i ciuchy praktycznie od razu wyschły. Wbijam do Ojcowskiego Parku Narodowego, który zwiedzam sobie i odświeżam wspomnienia z dzieciństwa. Jadę fajnym brukowym odcinkiem i kieruję się bez większych problemów na Kryspinów. Przeważnie zjazdy są, więc kilometry pokonuje naprawdę szybko. Z racji braku znaków ląduje w Krakowie. Pytam się o drogę, trafiam do Kryspinowa, spotykam Michała na miejscu i rozbijamy namiot w lesie. I tym sposobem za prawie friko dojechałem do Krakowa, bez zbędnego stresu związanego z podróżą pociągiem.

Dane wyjazdu:
73.30 km 0.00 km teren
02:08 h 34.36 km/h:
Maks. pr.:55.34 km/h
Temperatura:26.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:165 m
Kalorie:- kcal

Niedziala agian

Niedziela, 7 sierpnia 2011 • dodano: 07.08.2011 | Komentarze 2

Trasa: Pabianice -> Czyżeminek -> Prawda -> Guzew -> Babichy -> Rzgów -> Tuszyn ->Tuszynek Majorancki -> Górki Małe -> Górki Duże -> Jutroszew -> Lutosławice Szlacheckie -> Lutosławice Rządowe -> Wola Kamocka -> Lubanów -> Grabica -> Rusociny -> Wadlew -> Gutów Duży -> Gutów Mały -> Jutroszew -> Lesieniec -> Rędociny -> Stoczki-Porąbki -> Dłutów -> Budy Dłutowskie -> Huta Dłutowska -> Pawłówek -> Bychlew -> Pabianice

Mapka

Podobny scenariusz jak w prawie każdą niedziele. Z początku jechałem pracowałem z przodu, aczkolwiek po kilkunastu kilometrach jazdy z grupą z Łodzi doszło do kraksy z tyłu. No to zatrzymaliśmy się i po kilku chwilach jechaliśmy dalej. Znów starałem się kręcić gdzieś z przodu. W pewnym momencie dałem zmianę i schodząc z niej nie miałem się gdzie schować, więc zostałem z tyłu. Dalej czuć środową jazdę. Poczekałem chwilkę na 2 osoby i dalej już równym tempem dojechaliśmy do Pabianic, zbierając kolejne 2 osoby w Dłutowie.


EDIT: DO 2 POŁOWY WRZEŚNIA NIE MA MNIE W PABIANICACH

Dane wyjazdu:
49.37 km 0.00 km teren
01:33 h 31.85 km/h:
Maks. pr.:54.48 km/h
Temperatura:26.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:120 m
Kalorie:- kcal

Troszkę na słońcu

Piątek, 5 sierpnia 2011 • dodano: 05.08.2011 | Komentarze 0

Trasa: Pabianice -> Wola Zaradzyńska -> Gospodarz -> Rzgów -> Tuszyn -> Tuszynek Majorancki -> Górki Małe -> Górki Duże -> Jutroszew -> Lesieniec -> Rędociny -> Stoczki-Porąbki -> Dłutów -> Huta Dłutowska -> Budy Dłutowskie -> Pawłówek -> Pawlikowice -> Terenin -> Hermanów ->
Pabianice

Mapka trasy tutaj

Wczoraj nie jeździłem, gdyż kolor mojej skóry ewidentnie wskazywał na to, że przesadziłem z czasem spędzonym na słońcu i nie chciałem pogarszać sytuacji Dopiero dzisiaj pyknąłem jakąś króciutką trasę. Jechało się ok, troszkę zamulałem tylko po przedwczoraj.
Kategoria: 0-50km, Sam, Szosówka


Dane wyjazdu:
314.39 km 0.00 km teren
10:36 h 29.66 km/h:
Maks. pr.:71.76 km/h
Temperatura:23.0
HR max:- (-%)
HR avg:- (-%)
Podjazdy:1438 m
Kalorie:- kcal

Takie tam po okolicy

Środa, 3 sierpnia 2011 • dodano: 03.08.2011 | Komentarze 8

Trasa: Pabianice -> Bychlew -> Pawłówek -> Huta Dłutowska -> Budy Dłutowskie -> Dłutów -> Stoczki-Porąbki -> Rędociny -> Lesieniec -> Jutroszew -> Lutosławice Szlacheckie -> Lutowławice Rządowe -> Wola Kamocka -> Lubanów -> Papieże -> Brzoza -> Jarosty Małe -> Jarosty Duże -> Piotrków Trybunalski -> Zalesice -> Kałek -> Przygłów -> Sulejów -> Jaksonek -> Honoratów -> Wójcin -> Krasik -> Kłopotów -> Paradyż -> Solec -> Trojanowice -> Żarnów -> Łysa Góra -> Grębienie -> Maleniec -> Wyszyna Rudzka -> Ruda Maleniecka -> Jacentów -> Radoszyce -> Górniki -> Nalewajków -> Wyrębów -> Kłucko -> Staszów -> Leśniówka -> Grzymałków -> Borki -> Węgrzynów -> Mniów -> Bobrza -> Ćmińsk -> Umer -> Samsonów -> Janaszów -> Zagnańsk -> Belno -> Zalezianka -> Ostojów -> Suchedniów -> Michniów -> Wzdół-Kolonia -> Kamieniec -> Bodzentyn -> Św. Katarzyna -> Krajno Pierwsze -> Górno Parcele -> Wola Jachowa -> Bieliny -> Nowa Huta -> Huta Stara -> Stara Huta -> Szklana Huta -> Huta Szklana -> Św. Krzyż -> Huta Szklana -> Szklana Huta -> Stara Huta -> Huta Stara -> Nowa Huta -> Bieliny -> Wola Jachowa -> Górno -> Radlin -> Cedzyna -> Kielce -> Kostomłoty Drugie -> Miedziana Góra -> Ćmińsk -> Bobrza -> Przyjmo -> Berlinka -> Mniów -> Przełom -> Lisie Jamy -> Jacentów -> Grębenice -> Łysa Góra -> Żarnów

Mapka

Pomysł przejechania 400km w ciągu dnia narodził się już w październiku. Czułem niedosyt po trzysetce. Trasa zaplanowana była od razu. Celem padły Góry Świętokrzyskie dlatego, że jest dużo ciekawych rzeczy do zobaczenia. No i dosyć dobrze je znam. Były nawet osoby chętne, ale a to pogoda, a to coś i już sam zostałem. Wyjechałem o 6.30 rano. Przez pierwsze 10 minut zimno, ale potem temperatura idealna. Z początku zamulałem trochę, ale po kilkunastu kilometrach złapałem rytm i już jechałem z prędkością 35-40km/h, czyli z założeniami. Błyskawicznie dojechałem do Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie po raz kolejny remont mostu zmusił mnie do prowadzenia roweru przez mały kawałek. W Piotrkowie Trybunalskim bez problemu kieruje się na Zalesice. Droga pusta, po chwili pojawia się znak zakazu wjazdu z powodu remontu drogi. Zaryzykowałem i pojechałem prosto. Wyjazd z drogi był, ale taką wąską drogą dla pieszych. Dalej główną drogą w mgnieniu oka docieram do Sulejowa. Ruch samochodowy spory. Tutaj nastąpiła 1 modyfikacja trasy,. Zdecydowałem, że pojadę główną drogą do Żarnowa. Wtedy nadłożę może z 5km, ale stracę mniej czasu na szukanie drogi. Okazało się to trafnym wyborem, gdyż samochody przeważnie jechały w drugą stronę. Kilometry do Żarnowa również lecą bardzo szybko, bodajże w pół godziny z Sulejowa tam dojechałem. Z Żarnowa, jadę główną drogą w kierunku Kielc, by po chwili skręcić na Maleniec. Od tego momentu jadę w województwie świętokrzyskim. Dojeżdżam szybciutko do skansenu, gdzie robię pięciominutowy postój. Z Maleńca wracam na główną drogę, by po chwili znów odbić- tym razem na Radoszyce. W Radoszycach musiałem się już pierwszy raz na trasie spytać o drogę, gdyż nie miałem pojęcia jak wyjechać z miasta. Po krótkim błądzeniu w końcu wyjeżdżam z miasta. Do Mniowa trasę pokonuję z pamięci. Powoli zaczyna się zwiększać ilość wzniesień. W Grzymałkowie postój w sklepie, by kupić coś innego niż batoniki oraz uzupełnić wodę. Po uzupełnieniu zapasów dojeżdżam delikatnym podjazdem do Mniowa. Tutaj przecinam Pasmo Bolechowickie. Z Mniowa główną drogą docieram do Ćmińska. Po drodze kilka bardzo stromych podjazdów. O dziwo trudności nie sprawiają mi, ale za to zjazd z każdego z nich jest epicki. W Ćmińsku skręcam na Zagnańsk- czyli w kierunku Dębu Bartka. Najpier zatrzymuje się przy byłej hucie w Samsonowie, potem zatrzymuje się chwile przy Bartusiu. Jadę kawałek tą drogą i odbijam na wioskę Belno. Tutaj na MEGAwypasistym podjeździe łapie mnie GIGAkryzys. Zdziwiłem się, gdyż jadłem cały czas, piłem cały czas, wyspany byłem a zmęczenia nie czułem. No i całkiem dobra średnia zaczęła spadać na łeb i szyję. Na 168km była to 31,5km/h. Wturlałem się jakoś na górę podjazdu i mogłem rozkoszować się długim zjazdem. Zatrzymałem się przed samym Suchedniowem, gdyż zauważyłem restaurację. Okazało się, że zamknięta, jednak tak się złożyło, że właściciel był i otworzył specjalnie dla mnie. Zjadłem tutaj naprawdę solidny i tani obiad. Poczekałem kilkanaście minut i kontynuowałem zjad aż do Suchedniowa. Skręcam na Bodzentyn, zaczyna się minimalny podjazd i co? I Męczy mnie kryzys. Pod śmiechu wartą górkę wjeżdżam z prędkością 15-20km/h zatrzymując się po drodze kilkukrotnie. Nawet na zjeździe 40km/h nie byłem w stanie wyciągnąć. W Bodzentynie kieruję się na Św. Katarzynę, by przeciąć Pasmo Łysogór. Kryzys męczy dalej, więc pod pięciokilometrowy podjazd najzwyczajniej na świecie wlokę się. Na szczycie zatrzymuję na chwilę, by rzucić okiem na widok i rozkoszuje się zjazdem. Nawet jest wydzielony pas dla rowerów, aczkolwiek przy prędkości >60km/h dużo wygodniej jedzie się środkiem pasa ruchu. Docieram na dół i kieruję się w kierunku bardzo dobrze mi znanej Łysej Góry. Praktycznie cały czas droga się wznosi, a ja nadal kryzys mam. Dzwonie do ojca, poinformować go, że bardzo prawdopodobny jest 2 wariant trasy (czyli z powrotem samochodem), który był przygotowany już wcześniej. Dotarcie na szczyt zajęło mi mnóstwo czasu. Niska prędkość i częste postoje przyczyniły się do tego. Na szczycie urządziłem dłuższy postój, zjadłem wszystko co miałem w kieszonkach i po jakiś 30 minutach zacząłem zjazd. Zjazd to właściwie był najlepszy moment dnia dzisiejszego. ~70km/h przez kilka kilometrów było na liczniku. Z ciekawostek nikomu do szczęścia nie potrzebnych- Huta Szklana jest najwyższą miejscowością województwa świętokrzyskiego. Dziękuje za uwagę, wracam do opisu. Dojechałem na dół, zatrzymałem się przy najbliższym sklepie w celu uzupełnienia zapasów. Posiedziałem chwilę na ławce i ruszam dalej. Kryzys minął. PO 80km męki. Znów zacząłem jechać z jakąś normalną prędkością. Większość drogi do Kielc z górki było, więc 40-50km/h podczas spokojnej jazdy z minimalnym wiaterkiem w plecy (nota bene przeszkadzającym mi przez 240km) to było coś. W Kielcach bez korku, przejeżdżam bez problemu przez nie. Za Kielcami mogę dalej powrócić do szybszej jazdy. Docieram znów do Pasma Bolechowickiego. Jadę nawet kawałek Torem Wyścigowym na Miedzianej Górze. Chwilę po tym sytuacja, która humor do końca dnia poprawiła. Nad drogą czasem znajdują się tablice "Kierowco jedziesz xxx km/h. Zwolnij!". Więc taka pojawiła się na mojej drodze, a właściwie nad, zauważając ją odwracam się czy nic z tyłu nie jedzie. Nic nie jedzie. Challenge accepted. Wstałem z siodła, kilka obrotów korbą i miotania rowerem jak szatan i wyskoczyło na tablicy. "Kierowco jedziesz 53km/h. Zwolnij!". Aż się zdziwiłem, że na rowery też to działa. Dalej kilka górek przede mną- pokonywanych przez mnie już dzisiaj, lecz z drugiej strony. O dziwo podjeżdżanie idzie dużo lepiej niż wcześniej. Górki minęły i już dalej droga praktycznie caaaaaaały czas leciutko w duł prowadziła. Wykorzystując ukształtowanie terenu, 40km/h było z reguły normalną prędkością. Zaczyna się las. Strasznie długo jadę w tym lesie. Odczuwam głód, gdyż zapasy jedzenia się skończyły. Myślę sobie, że fajnie by było jakby był bar. Nie minęło 300m. Bar. Pakuję się do środka, zamawiam hamburgera i jadę dalej już z włączonym oświetleniem. Do Żarnowa dojeżdżam punktualnie o 21, czyli tak jak umawiałem się z ojcem. Przebieram się w suche ciuchy, idę na kawę i wracamy. Do domu docieram o 23, gdyż oznakowanie drogi na Sieradz w Piotrkowie Trybunalskim jest tragiczne. Jak ktoś nie wie o co chodzi, to niech zobaczy na co się naciąłem w zeszłym roku podczas jechania wcześniej wspomnianej trzysetki. Reasumując, do domu o dziwo dojechałem nie ujechany, myślę że bym dojechał do domu rowerem, lecz dopiero koło 2-3 w nocy. Niestety długi kryzys pochłonął masę cennego czasu. Będzie trzeba spróbować za rok.