Wpisy archiwalne w kategorii

Sam

Dystans całkowity:21533.19 km (w terenie 1754.40 km; 8.15%)
Czas w ruchu:773:02
Średnia prędkość:27.47 km/h
Maksymalna prędkość:75.50 km/h
Suma podjazdów:36435 m
Maks. tętno maksymalne:199 (98 %)
Maks. tętno średnie:166 (81 %)
Suma kalorii:178239 kcal
Liczba aktywności:604
Średnio na aktywność:35.65 km i 1h 18m
Więcej statystyk

Kilka centymetrów śniegu + rower = niezły ubaw :)

Wtorek, 15 grudnia 2009 · Komentarze(2)
Trasa: Pabianice -> Terenin -> Szlak Czerwony -> Wielka Woda -> Mogilno Duże -> Dobroń Mały -> szlak czarny -> szlak zielony -> szlak czerwony -> Wielka Woda - Terenin -> Hermanów -> Pabianice



5 lekcji dzisiaj miałem, więc przejechałem się chwilkę na rowerku. przy okazji przekonałem się jak się jeździ w ciuchach kolarskich na trekingu. A więc znoszę z pierwszego piętra rowerek, ruszam. Przejechałem chwilkę i zastanawiałem się czy nie będzie mi zimno, ale jak już ciało złapało temperaturę to było mi ciepło przez cały czas (po za lewą ręką i lewą stopą, bo później zaczęły mi marznąć). Dojeżdżam do krańcówki autobusowej i na horyzoncie jest już widoczna lekko zasypana asfaltowa droga. Skręcam w prawo, by pojechać skrajem lasu. Czuć jak od lasu ciągnie przyjemne ciepełko.

Czerwono-zielony szlak © radek3131


W końcu ostrożnie skręcam do lasu i powoli jadę tą dróżką:

Dróżka © radek3131


Prędkość nie jest dużo, ponieważ pod śniegiem kryją się korzenia - a o glebę nie trudno. Dale teren się wyrównuje i spokojnie koło 25km/h dało się jechać. Myślałem, że miejskie opony będą się bardziej ślizgać, a tutaj niespodzianka. Przy 25km/h dało się wchodzić w 90° zakręty (oczywiście ścinając). Przynajmniej nie zaliczyłem takiej gleby jak we ferie. :) Dojeżdżam do Wielkiej Wody. O mało co zaliczam glebę podczas zawracania (lód!). Tutaj robię sobie króciutki postój.

Zamarznięta Wielka Woda © radek3131


Ja nad Wielką Wodą © radek3131


O dziwo nie zmarzłem na postoju. Jadę dalej główną leśną drogą. Wyjeżdżam w Mogilnie Dużym. Jadę "asfaltem" (teraz to teren był, bo śnieg leży). Obok mnie jedzie koleś samochodem, który jest bardzo zdziwiony, że jadę przez dłuższy czas z tą samą prędkością co on. Dojeżdżam w końcu do Dobronia Małego, gdzie skręcam do lasu. Zaczynają się w końcu jakieś górki. Podjeżdżając pod górkę momentami kręcę tylnym kołem w miejscu :). Nagle coś za chrobotało. Patrzę, a łańcuch spadł na ramię korby i się troszkę pogiął (ogniwa). Zakładam i z trudem ruszam po górę. W końcu zaczyna się zjazd, który pokonuje powoli.

Jedna z nielicznych górek © radek3131


Jadę prosto aż do przecinającej drogi. Skręcam w prawo. Jadę kilka km/h, ale mimo wszystko wpadam w poślizg, ślizgam się bokiem przez 2 metry i upadam. Patrzę na czym leże- lód. Ruszenie z tego lodu na miejskich oponach też było nie lada wyczynem. W końcu zjeżdżam na szlak czerwony. Hura! Znowu mogę przycisnąć.25km/h nie schodzi z licznika. Wyjeżdżam z lasu przez drogę pełną korzeni (czyli znów wolniutko). Postanawiam wrócić nieco dłuższą drogą przez Terenin. Mimo lodu jadę 2x km/h. Skręcam na Pabianice. Tylko nie wiem czemu mnie coś podkusiło by wrócić przez pola, gdzie ostatnio było głębokie błoto. Ślady od samochodów stwardniały. Jechałem w takim wąskim śladzie od koła samochodowego. Niemal cały czas po nierównościach. Parę razy o mało co gleba by była.

Reasumując, niby troszkę śniegu, trasa przejeżdżana setki razy, a ubaw dużo większy niż zwykle. :D

PS. Trasa pokonana bez pulsometru, bo jak na złość zdechła mi bateria.

Zimowo trekingowo

Sobota, 12 grudnia 2009 · Komentarze(2)
Trasa: Pabianice -> Terenin -> Pawlikowice -> Róża -> Ldzań -> Kolonia Ldzań -> Ślądkowice -> Róża -> Pawlikowice -> Terenin -> Pabianice



Czyli znowu TT (trekingowy trening). Niezrażony zimnem wyjechałem sobie koło 15.00. Jadę skrajem lasu, gdzie o dziwo, znajduję... śnieg. No i trzeba uważać na...

...takie zdradliwe zakręty... © radek3131


...bo znajduje się pełno lodu. Wyjeżdżam na asfalt w Róży. na reszcie mogę troszkę pocisnąć. Wjeżdżam sobie do lasu, gdzie również zawitało troszkę zimy:

Fajnie trzaskała ziemia pod nogai © radek3131


Wyjeżdżam sobie w Ldzaniu, gdzie skręcam na Kolonie Ldzań by dojechać do Ślądkowic. Zaczyna wiać zimny wmordewind. Zmachany dojeżdżam do Ślądkowic.

Droga do Koloni Ldzań © radek3131


Byłem pełen nadziei, że wiatr zmieni kierunek na boczny. Niestety było gorzej. Zaczyna się robić ciemno. Włączam Światła i dojeżdżam do Róży, by wrócić tą samą drogą co przyjechałem.

Poślizg (nie)kontrolowany

Piątek, 11 grudnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria 0-50km, Awarie, Las, Noc, Sam, Trekking
Trasa: Pabianice -> Terenin -> szlak czerwony -> szlak zielony -> Mogilno Duże -> Róża -> Ślądkowice -> Las Ślądkowicki -> Pawlikowice -> Terenin -> Hermanów -> Pabianice



Od razu po szkole gazem do domu by wsiąść na rower i się nieco przejechać. Niestety od razu zaczął mnie wnerwiać licznik, ponieważ nie łapał sygnału. Straciłem jedynie 15 minut na ustawienie. Już w pewnym momencie myślałem by zawrócić do domu, ale nie poddałem się. :D Szczęśliwy, z działającego licznika ruszam dalej w drogę. Jadę w miarę spokojnym tempem. W lesie już powoli zaczął się tworzyć lód- przypłaciłbym to glebą, ponieważ na jednym zakręcie wpadłem w poślizg (2 kołami) i przejechałem z 2 metry bokiem. Przejeżdżam koło leśniczówki, i kieruję się do Róży na asfalt. Dojeżdżam nieco szybszym tempem do Ślądkowic, gdzie pakuje się do lasu. W lesie nastaje mnie ciemność. Wyjeżdżam z lasu. i cały czas prosto jadę do Pabianic. Tuż przed Pabianicami pakuję się w gigantyczne błotko w rezultacie cały rower (i ja) w błocie) + prowadzenie roweru ponieważ błoto pod błotnikiem zablokowało mi przednie koło. o_0

Jechać? Nie jechać? Jechać? Nie jechać? Jechać!

Niedziela, 6 grudnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria 0-50km, Deszcz, Las, Sam, Trekking
Trasa: Pabianice -> Terenin -> Chechło II -> Mogilno Małe -> Róża -> Ślądkowice -> Las Ślądkowicki > Pawlikowice -> Terenin -> Hermanów -> Pabianice



Jechać czy nie jechać? To pytanie dręczyło mnie od rana. Jednak o 14 postanowiłem ruszyć swoje zwłoki i się nieco przejechać. Zabrałem również pulsometr, bo wypadałoby zrobić w końcu jakiś nazwijmy to "kontrolowany trening". Pogoda była super. Tzn. była super do momentu aż zaczęło kropić. Wtedy postanowiłem nieco skrócić trasę- tak na wszelki wypadek. przeczucie mnie nie myliło. Po chwili rozpadało się tak mocno, że jopitole. Wracam szybko do domu najkrótszym możliwym wariantem.

Co robić gdy uderzy w nas samochód? -poradnik

Środa, 2 grudnia 2009 · Komentarze(4)
Kategoria 0-50km, Dojazdy, Noc, Sam, Trekking
Korzystając ze zwolnienia z WF-u wsiadłem na rower i najpierw pojechałem do sklepu, a potem do warsztatu. Tu i tu odebrałem oświadczenie o tym co zakupiłem.

Chyba już skończyło się załatwianie spraw związanych z wypadkiem. Teraz pozostaje mi wysłać wszystkie papiery do ubezpieczyciela. No i oby SZYBKO przyszło ubezpieczenie, bo nowy rowerek już czeka (i to nie jeden, mam więc duży wybór).

No i jako ciekawostkę przebieg mojej nieskończonej "walki" o ubezpieczenie. Mam nadzieje, że komuś się przyda:

Prolog. Jakiś kretyn (statystycznie kobiety powodują dużo mniej wypadków)nie ustąpił Ci pierwszeństwa i uderzyłaś/łeś w niego. Co robić? Pierwsze co to dzwonimy na policję (i pogotowie jeśli trzeba). Policja spisuje całe zdarzenia i podaje numer agencji ubezpieczeniowej, z którą trzeba się skontaktować. Jeżeli nie daj boże jesteś w szpitalu to koniecznie trzeba zabrać papierek potwierdzający co nam się stało. Przyda się w trakcie bitwy o odszkodowanie. Mamy 7 dni by zadzwonić do agencji ubezpieczeniowej. Oczywiście kto czeka tydzień. Najlepiej zadzwonić tego samego dnia.
Level 1. Dzwonimy do ubezpieczyciela. Postępujemy zgodnie ze wskazówkami konsultanta. Ubezpieczyciel ma 7 dni by zadzwonić na policję i dowiedzieć się o zaistniałym wypadku.
Level 2. Następnie policja ma 30 dni by odesłać do ubezpieczyciela papiery.
Level 3. Ubezpieczyciel ma 7 dni poinformować nas o tym, że przyjdzie rzeczoznawca.
Level 4. Rzeczoznawca ma 7 dni by "umówić się" z nami na wizytę.
Level 5. Czas oczekiwania na wizytę już zależy od nas, bo np. w moim przypadku rzeczoznawca chciał się umówić na następny dzień, ale mi nie pasował plan lekcji (do 17.05 lekcje), więc musiałem czekać 4 dni.
Level 6. Nareszcie odwiedza nas rzeczoznawca. Wypisuje wszystkie szkody, oraz wypełniamy z nim dokument o zgłaszaniu szkody. W tym momencie podaje się wszystkie dowody zakupu. Ma również 7 dni by odesłać agencji ubezpieczeniowej.
Level 7. Agencja ubezpieczeniowa ma 7 dni na przesłanie kosztorysu. Nareszcie nie? Niestety nie wszystko jest takie łatwe (mieszkanie w Polsce zobowiązuje). Jeżeli się nie ma wszystkich (bądź w ogóle nie ma) faktur, rachunków, paragonów, omów sprawa przedłuża się o 14 dni. W tak zwanym między czasie przychodzi list (priorytet), gdzie agencja prosi o przysłanie pocztą (elektroniczną i polską) tych papierków. Jeżeli sprawa się nie przedłużyła przejdź do levelu 9
Level 8. Jeżeli sprawa się przedłużyła zaczynamy latać po sklepach, warsztatach, znajomych w celu zdobycia niezbędnych papierków- w moim wypadku oświadczeń. Zajęło mi to 6 dni. [właśnie zakończyłem ten etap]
Level 9 Wysyłamy pocztą te papierki. Agencja znowu ma 7 dni na przysłanie kosztorysu.
Level 10 Przychodzi kosztorys. Jeżeli nie mamy żadnych zastrzeżeń co do niego to jesteśmy happy, a jeśli nie to trzeba się od niego odwołać. Ale co dalej to już nie wiem. W skrajnym wypadku- spotkanie w sądzie. No, ale zakładam że nie odwołujemy się. Ubezpieczyciel ma 30 dni na przysłanie odszkodowania no numer konta który podaliśmy podczas wizyty rzeczoznawcy.
Mission Complete!!!
Przychodzi upragnione ubezpieczenie i pędzimy do sklepu/serwisu po upragniony rower.

W skrajnym wypadku będzie to trwać: 7 dni + 7 dni + 30 dni + 7 dni + 7 dni + 4 dni + 7dni + 7 dni + 14 dni + 6 dni + 7 dni + 30 dni = 133dni!!!! Znając jeszcze potencjał naszej kochanej poczty polskiej można doliczyć jeszcze ze 2 tygodnie. Oczywiście długość oczekiwania w "danym etapie" zależy od agencji ubezpieczeniowej. Pewnie jedne mają krótszy czas oczekiwania, a inne dłuższy.

Na szczęście jak do tej pory nie wszystko idzie tak powoli. Myślę, że po świętach dostanę kasę na konto.

Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali do końca :)

PS. Przepraszam za wszystkie błędy stylistyczne.

Warsztat, ciepło

Wtorek, 1 grudnia 2009 · Komentarze(0)
Kategoria 0-50km, Dojazdy, Sam, Trekking
Do warsztatu nieco dłuższą drogą ;p. Przy okazji rzadko spotykana dwucyfrowa dodatnia temperatura powietrza.

Do warsztatu (świątecznie w mieście)

Poniedziałek, 30 listopada 2009 · Komentarze(0)
Do warsztatu, czyli standardowo ciąg dalszy załatwiania spraw po wypadku. Mam nadzieje, że to się niedługo skończy.

Przy okazji mogłem zobaczyć jak świątecznie zrobiło się na ul. Zamkowej (główna ulica w mieście). Zrobiłem zdjęcie telefonem (dlatego jakość słaba):

Choinki z lampek na latarniach © radek3131

Do sklepu rowerowego i do warsztatu

Sobota, 28 listopada 2009 · Komentarze(0)
Kategoria 0-50km, Dojazdy, Sam, Trekking
Czyli ciąg dalszy załatwiania spraw po wypadku. Niestety warsztat był zamknięty. Z chęcią bym wyraził swoją opinię o firmie ubezpieczeniowej z którą muszę się użerać, ale nie zrobię tego, gdyż więcej było by cenzury niż liter.

No i miałem jechać wieczorem na rower do lasu, ale niestety parę osób jest chorych i kilka nie dało rady, więc nie pojechałem. Mam nadzieję, że najeżdżę się jutro.

Do lekarza

Piątek, 27 listopada 2009 · Komentarze(0)
Dołączam do grona bikestatowiczowych hardcorów, którzy rowerem jeżdżą do lekarza/apteki itp. ;p Czekam na bardziej nietypowe propozycję. No i może wreszcie ktoś przebije mnie z KONIECZNYM wyjazdem do Łodzi ;p

Przy okazji coś z cyklu "Zrób to sam":

Z deczka długawe zapięcie © radek3131


Ogółem człowiek po chorobie nie ma co robić.

Wiosenny listopad

Piątek, 27 listopada 2009 · Komentarze(0)
Trasa: Pabianice -> Hermanów -> Terenin -> Pawlikowice -> Las Ślądkowicki -> Ślądkowice -> Kolonia Ldzań -> Ldzań -> Róża -> Pawlikowice -> Terenin -> Pabianice



Miałem dzisiaj iść rano na rower z Michałem, ale miałem troszkę spraw do załatwienia i niestety nie zdążyłem. Wybrałem się nieco później bo koło 11.30. Oczywiście standardowo przez pola, które przez budowlańców zmieniły się w prawie nie przejezdną drogę. Potem już było ok. Tylko Słońce dawało po gałach i drogę było słabo widać. :)

Wiosenne słoneczko © radek3131


Jadę sobie spokojnie (po zapaleniu oskrzeli jestem) do skraju lasu. Oczywiście tam wjeżdżam. W lesie mokry dywanik z zeschniętych liści. Wyjeżdżam z lasu i postanawiam jechać do Ldzania. W Ldzaniu skręcam w polną drogę, którą dojeżdżam do Róży. Przez przypadek odkrywam, że jest to zielony szlak.

Tyle razy tędy jechałem, a dopiero teraz zauważyłęm zielony szlak © radek3131


Na koniec już tradycyjnie, bo przez Różę do Pawlikowic, a dalej skrajem lasu do Pabianic.

I to by było tyle.