Bardzo mocno wiało dzisiaj, dlatego jadąc do Lutomierska czułem się jakbym jechał pod łagodną górę. Potem już wiatrem, więc średnia nieco podskoczyła. W domu przebieram się i jadę samochodem do znajomego gościa do Łodzi. Oddaję mu to a w zamian otrzymuję: rękawiczki rowerowe i siodełko Selle San Marco Blase. Potem jeszcze krótka wizyta u babci i wracam do domu z dwoma dużymi torbami. A jutro zapowiada się dłuuuuuuugi wypad.
PS. A i zapomniałem dodać, że nauczyłem się automasażu. :)
Do Arka ustalić szczegóły jutrzejszego wyjazdu. Zakupy i przygotowanie na jutro. Przy okazji test siodełka Selle San Marco Blase. Wygodniejsze od poprzedniego, ale tak naprawdę okaże się jutro.
Obudziłem się rano z myślą, że będzie cały czas padać. Jednak pogoda nie była zła to wybrałem się na rower. Już na samym początku zdenerwował mnie jeden samochód (zdenerwował to mało powiedziane, wku**ł bardziej pasuje), który najpierw chciał wyprzedzać przed zakrętem 90°, potem chciał wyprzedzać mnie gdy z naprzeciwka samochód jechał, a na końcu jak mnie wyprzedzał miał wonty, że jadę środkiem pasa i się wlekę. Grzecznie powiedziałem kierowcy, że 40km/h ograniczenie prędkości, a ja jadę już 45km/h, a ten się zbulwersował i pojechał. Na koniec pozdrowiłem go na zachętę środkowym palcem prawej ręki. No nic, są kierowcy i "kierowcy". Dojeżdżam do Pawlikowic, gdzie zauważam że niebo robi się granatowe, więc zawracam do domu by d**y nie zmoczyło. Po drodze wyprzedzam skuter. Ogólnie to farta miałem, bo w momencie gdy wypiąłem blok z pedału to zaczęło kropić. :)
Trasa: Dom -> SDHouse - - - > pieszo na Lewityn -> Dom
Umówiłem się dzisiaj z paroma znajomymi, ale musiałem wcześniej wrócić i nie chciało mi się iść samemu na pieszo całego miasta. Wsiadłem więc na rower i pojechałem pod SDH. Dalej na rower wsiada kumpel i jeździ sobie koło nas po chodniku. Idziemy na Lewityn, gdzie siedzimy sobie wszyscy i odpoczywamy przy napoju zakupionym w Carrefourze (nie, to nie był alkohol :p). Zwijam się wcześniej i wracam sobie w ślimaczym tempie do domu.
Praktycznie cały czas jednym tempem, bo gdzieś w połowie trasy wiatr zmienił kierunek i cały czas przeszkadzał. Po drodze 3 krótkie sprinty. Od Dobronia korek, bo w Pabianicach wypadek samochodowy był. A jutro na Górę Kamieńsk. :)
Przez ostatnie 6 dni >500km zrobiłem, mimo że zaczynam jazdę po chorobie. Dzisiaj rozjaździk. Wyjechałem dopiero po obiedzie, bo rano mi się nie chciało. Tempo leniwe, nawet nie dokręcałem mocno na zjazdach. Fajnie jest od czasu do czasu przejechać się wolniej niż zwykle. Chłodniej niż wczoraj. Tylko 30°C. :)
Luźny rozjazd po łykendzie zrobiłem. Tempo raczej spokojne, bez gwałtownego szarpania. W końcu forma wraca do normy. A nieco później znów na rower. Tym razem na MTB.
Powoli wracam na rower po chorobie. Czuć lekkie zmęczenie organizmu. Puls bardzo łatwo skacze do góry. Na dodatek dzisiaj ten silny wiatr, który utrudnił mi strasznie jazdę. Z założenia miało być lekko, ale przez ten wiatr wyszło tak jak zawsze.
Jest!. W końcu wsiadłem na rower. Chociaż nie powinienem, bo do środy biorę antybiotyk. Nie ma to jak przechodzić ospę wietrzną w wieku prawie 18 lat. Pierwszy raz w życiu oczywiście. Pojechałem do warsztatu, gdzie chwilkę pogadałem na temat paru rzeczy. Po drodze jeszcze złapałem znajomego na mieście i dałem mu program wyścigów na 2010r. Ja chcę szybko na szosę!!
po drodze jeszcze na przystanek by zobaczyć o której mam autobus do Łodzi, bo jutro wyjeżdżam w Góry Świętokrzyskie i wracam w niedziele wieczorem. Trudno uwierzyć, ale 33°C są dzisiaj.
Mam 18lat, uczę się w 1LO w klasie geograficzno-historycznej. Nie trzeba chyba pisać, że lubię geografię i turystykę, dlatego od czasu do czasu staram sobie zorganizować jakąś dłuższą/ciekawszą trasę z nastawieniem na zwiedzanie. Zawsze jeździłem turystycznie, ale od marca 2009r. zacząłem trenować kolarstwo szosowe. Oczywiście nie trzeba pisać, że lubię dystanse składające się z 3 cyfr przed przecinkiem. :)
Kontakt:
GG: 1326631
Poczta: radek_3131@o2.pl