Mapka zapożyczona z tego wpisu. Praktycznie cały czas spokojne tempo. Miał być odpoczynek, ale chęć jazdy na rowerze była silniejsza. W sumie to nie mocne tempo. Bardzo gorąco. :)
Troszkę regeneracji, po ostatnich ciężkich dniach. Przez 45 minut mżyło, dlatego zrobiłem 2 króciutkie pętelki, bo nie chciałem wjeżdżać w środek chmury.
Dzisiaj odczułem nagłą potrzebę podjeżdżania pod górę. A że miałem zrobić długą spokojną jazdę to pojechałem na Górę Kamieńsk. Tempo leciutkie. Puls często w granicach 140ud/min. Po drodze testuje nowy asfalt:
Jedzie się aż miło
Gdy dojeżdżam na miejsce postanawiam nauczyć się w końcu rozkładania sił na podjazdach tzn. jechać tak by nie czuć zmęczenia na dłuższą metę. No i w sumie nie poszło mi tak źle. Na zjazdach nie szalałem, bo wyjątkowo duży tłok dzisiaj. Po 3 razie pod górę zjadłem banana i poszedłem na punkt widokowy.
Kopalnia Bełchatów
Zjeżdżając 4 raz wpadłem przy 60km/h w dziurę. Niestety nie dało się ominąć jej. Od razu zwolniłem, by nie zsunęła mi się opona na zakręcie. Na dole okazało się, że wszystko ok. Tzn. tak wyglądało, bo jak ostatni raz wjeżdżałem to powietrze mi zeszło w połowie drogi. Szybka wymiana dętki. O dziwo nie potrzebowałem łyżek do opon by sobie poradzić. Troszkę się zmachałem by teleskopową pompka napompować koło, ale udało mi się napompować tak mocno, że niemal niezauważalnie się uginało. Dokończyłem wjeżdżanie i ostatni zjazd. Na dole zacząłem odczuwać spory głód. Przemęczyłem się z nim do Łękawy, gdzie w sklepie zrobiłem drobne zakupy. Opakowanie Wafli Familijnych postawiło mnie na nogi. :) Jeszcze zjadłem Liona i przelałem 0,5l Coca-Coli do bidonu i można jechać. Bez większego problemu dojechałem do Pabianic- gdzie jeszcze zahaczam o działeczkę.
Wczoraj sprawdzałem pogodę na newmeteo.pl. Zapowiadali deszcz od 9 rano, więc postanowiłem się w końcu wyspać. Wstałem o 10.30, a tu sucho i słońce przebija się przez chmury. Kurcze co jest? Sprawdzam jeszcze raz pogodę, a tu zmian od wczoraj nie ma. Postanowiłem po obiedzie jednak wyjechać. Zniosłem rower na dół, ujechałem kawałek, a tu zaczyna mżyć. Po chwili kropi coraz mocniej. Ostatecznie postanowiłem wrócić do domu. Trudno się mówi.
Musiałem dzisiaj dojechać do Bełchatowa, by pogadać z trenerem Piaseckim. Tempo raczej spokojne bo uznałem, że luźna jazda mi się przyda. W Drużbicach niespodzianka. Drogowcy zerwali asfalt, więc przez spory kawał drogi czułem się jak na Paryż-Roubaix. W Bełchatowie zaskoczył mnie pasażer jednego samochodu. Widząc mój czarno-biały strój z trupią czachą na plecach otworzył okno w aucie, wychylił głowę i zaczął kiwać się jak do pogo. W Bełchatowie pozytywnie zaskakuje mnie stan dróg, a negatywnie ogromne korki. Dojeżdżam na ustalone miejsce, troszkę czekam, smażąc się w słońcu. Przychodzi czas na powrót. Znów korki. W końcu przedzieram się przez miasto. W Drużbicach miałem okazję pojechać nowo wyremontowanym asfaltem, gdzie bez większego zmęczenia dzisiejszą prędkość maksymalną osiągnąłem. Coś czuje, że to będzie kolejne miejsce,, gdzie 60km/h będzie się przekraczać i to grubo. Podkręcam nieco tempo i tak dojeżdżam do miasta. Po drodze jeszcze znajomych widziałem to troszkę z nimi pogadałem.
Mam 18lat, uczę się w 1LO w klasie geograficzno-historycznej. Nie trzeba chyba pisać, że lubię geografię i turystykę, dlatego od czasu do czasu staram sobie zorganizować jakąś dłuższą/ciekawszą trasę z nastawieniem na zwiedzanie. Zawsze jeździłem turystycznie, ale od marca 2009r. zacząłem trenować kolarstwo szosowe. Oczywiście nie trzeba pisać, że lubię dystanse składające się z 3 cyfr przed przecinkiem. :)
Kontakt:
GG: 1326631
Poczta: radek_3131@o2.pl